![]()
Artykuły katalog 2006:
- El Dorado - Wenezuela 2009
- Wypuszczajcie wielkie szczupaki!
- Norweskie szczupaki.
- Kanadyjska rzeka marzeń

Artykuły z pozostałych katalogów - na stronie głównej CZYTELNI »
Artykuły z katalogów DRAGONA : KATALOG 2010 -
WYPUSZCZAJCIE WIELKIE SZCZUPAKI !
Swojego największego szczupaka złowiłem we wrześniu 2001 roku w jeziorze
Wetter w Szwecji. Mierzył 123 cm i wziął na łamany wobler Salmo Whitefish
13JDR, w trzcinach, na głębokości około 1,5 metra. Walka była długa
i dramatyczna,
bo i sprzętu używaliśmy wtedy zgoła innego. Mój klasyczny
zestaw spinningowy składał się z wędziska Dragon Millenium Pike 2,70 m
i kołowrotka o stałej szpuli. Plecionka 0,18 mm nie była w stanie zatrzymać
ryby, kiedy ta postanowiła wykosić pół hektara trzcinowiska! Fakt, że szczupak
był wyjątkowo silny i nie dawał za wygraną przez ponad pół godziny.
Pewnie na zestawie jerkowym cała zabawa trwałaby nie więcej niż 3–4 minuty.
Tak czy inaczej – była to niezapomniana przygoda!
Oczywiście zaraz też pojawiło się pytanie –
jaka jest szansa na pobicie tak wspaniałego
rekordu? Wiadomo było, że nie będzie
łatwo. Od wielu lat interesowałem się wielkimi
szczupakami i wiedziałem, że okazów do
120 cm łowi się co roku w Europie sporo. Większe
egzemplarze trafiają się już jednak rzadko.
Potwierdziły to późniejsze rozmowy z najlepszymi
łowcami tych drapieżników oraz wyniki
wypraw na łowiska w Szwecji i Holandii, a także
w USA i Kanadzie. Nadzieja oczywiście wciąż
istniała, ponieważ we wszystkich cywilizowanych
krajach coraz większą popularność zdobywała
zasada Catch & Release. Wielkie szczupaki
były więc łowione nawet kilka razy w roku,
żyły sobie w najlepsze dalej i rosły. Nie spodziewałem
się jednak, że pobicie rekordu życiowego będzie możliwe w Polsce. Co więcej, że
ta sztuka uda się w ciągu 2 dni nie tylko mnie,
ale i dwóm moim kolegom! 
O tym jeziorze w północno-zachodniej Polsce słyszałem od miejscowych przyjaciół kilka razy. Było trudne i chimeryczne. Bardzo wrażliwe na warunki pogodowe. Zdarzały się tam jednak, szczególnie późną jesienią dni, w które łowiono metrowe szczupaki i to nie przypadkowo. Z zaproszenia skorzystaliśmy więc bardzo chętnie i dwunastego listopada, z dwoma łodziami ruszyliśmy przez pół Polski na spotkanie przygody. Połowy rozpoczęliśmy trzynastego, w piątek. Łowiliśmy głównie w trollingu używając oczywiście wyłącznie przynęt Salmo. Spotkani wędkarze nie byli zachwyceni wynikami, chociaż kilka ryb powyżej 90 cm na każdej innej wodzie wywołałoby z pewnością o wiele więcej emocji. Nam też trafiły się ładne szczupaki, a największego, o długości 103 cm, złowił na woblera Perch 14SDR w kolorze RHP Radek. Mnie udało się „wydłubać” pięknego, blisko metrowego drapieżnika z dziesięciometrowego metrowego dołka na dociążonego stugramowym ciężarkiem woblera Skinner 20 w kolorze GT. Grzegorz złowił podobną sztukę na woblera Pike 16F. Z wyników byliśmy jednak zadowoleni tylko do czasu, gdy wieczorem zobaczyliśmy zdjęcia innego wędkarza. Na dużą gumę złowił on tego dnia okaz o długości 120 cm! Była to przepiękna, gruba i zdrowa samica. Do gratulowania zebrała się spora grupa wędkarzy. Większość z nich była zgodna co do tego, że takie sztuki raczej ciężko złowić na woblera. Biorą one głównie na duże, dobrze dociążone gumy, oczywiście również podane w trollingu. Łatwo było stwierdzić, że wszyscy oni łowili głównie właśnie na przynęty miękkie. Na każdej wędce wisiał bowiem pokaźny ripper dociążony dodatkową, ołowianą oliwką. Dla drużyny Salmo było to oczywiście wyzwanie. Nie miałem najmniejszych wątpliwości, że mamy w swojej ofercie woblery, które w trollingu sprawdzą się nie gorzej niż przynęty miękkie. Aby przekonać „niewiernych” należało jednak udowodnić to wynikami. Zadanie wydawało się bardzo trudne, zwłaszcza jeśli chodzi o złowienie jeszcze większego okazu.
Następnego dnia zmieniła się pogoda, zaczęło trochę wiać i co jakiś czas moczył nas przelotny deszcz. Brań nie było zbyt wiele, ale każde z nich zasługiwało na godzinę oczekiwania. Testując naszego Giant Chubby na spadzie z 3 do 8 metrów złowiłem najmniejszą sztukę wyjazdu – nieco poniżej 90 cm. Branie pionowo pod łodzią, z klasycznego opadu dowiodło, że nie koniecznie na końcu wędki musi wisieć w takiej sytuacji guma. W międzyczasie Radek łowi kolejną rybę nieco poniżej metra na Perch’a 14SDR, tym razem w kolorze LRH. Postanawiamy zwiedzić nowe miejsca. Uzbrajamy wędki w woblery Pike 16F i Whitefish 18F. Oba nurkują na podobną głębokość bez dodatkowego obciążenia – około 5–6 m. Po kolejnej godzinie Grzegorz ma piękne branie, przy którym od razu widać, żę ryba jest większa. Dopiero jednak przy burcie łodzi opadają nam szczęki! To prawdziwy okaz. Udaje mi się chwycić szczupaka ręką pod pokrywy skrzelowe i okaz jest w łodzi. Grzegorz szaleje ze szczęścia – to jego nowa życiówka i to jaka, aż 11 cm na plus! Poprzednia pochodziła z tego samego jeziora w Szwecji co moja i mierzyła 115 cm, a ten potwór ma pełne 126 cm i jest nieźle odpasiony! Po krótkiej sesji zdjęciowej ryba w świetnej kondycji wraca do wody. Pływamy dalej, ale po godzinie postanawiamy wracać do bazy. Po drodze spotykamy drugą łódź, na której Ewaryst walczy z kolejnym okazem. Po chwili ryba jest na pokładzie, a my dołączamy się do gratulacji z okazji pobicia kolejnej życiówki. Szczupak mierzy 116 cm i skusił się na woblera Salmo Perch 14F w kolorze RHP. Kolejna przynęta Salmo potwierdziła więc swoją skuteczność. Wracamy do bazy odpocząć i uczcić wspaniałe połowy symboliczną szklaneczką whisky!
Kolejny dzień przywitał nas piękną, słoneczną
pogodą. Czy ryby będą brały? Wypływamy
z nową nadzieją. Na obu wędkach pracuje
szczęśliwy Salmo Pike 16F w kolorze PE. Około
południa mam branie na głębokości 6–7 m.
Od razu wiem, że zaciąłem potwora! Spokojne
rzuty głową na boki, po których zwykle można
przewidzieć wielkość ryby, prawie rzucają mnie
na kolana. Jednego jestem pewien – czegoś takiego
jeszcze nigdy nie miałem na wędce. Ryba
daje się dość spokojnie dociągnąć do łodzi.
Podciągam ją do powierzchni i zaraz potem
muszę usiąść. Jest jeszcze większa niż myślałem!
Zaczynam obawiać się o swoje serce. Woda
jest dość zimna – czujnik echosondy pokazuje
temperaturę 7°C. Potwór nie jest więc zbyt
energiczny. Wyciąga jednak całkiem spokojnie
kilka razy po kilkanaście metrów czterdziestopięciofuntowej
plecionki. Czegoś takiego nie
zrobił na moich oczach jeszcze żaden szczupak.
No, ale to jest naprawdę duży szczupak!
Kolejne podprowadzenie do burty i postanawiam
brać go ręką. Taki okaz nie zasługuje na
kaleczenie Frippem. Na moje szczęście kotwice
są schowane w ogromnej paszczy. Radek
pomaga mi wstać z kolan. Ryba w łodzi! Jeszcze nie mogę uwierzyć w to, co się stało. Od razu widać, że mam swoją wymarzoną życiówkę.
Dokładny pomiar zapiera nam jednak dech
w piersiach – równiutkie 130 cm! Robimy kilka
zdjęć i supermana wraca do wody. Podtrzymuję
ją za ogon i przez chwilę leży spokojnie.
Już po kilku sekundach zaczyna się wyrywać.
Widać, że miała jeszcze sporo siły. Wygląda na
to, że wiedziała, że nie ma sensu przeszkadzać
nam w sesji zdjęciowej. Teraz to co innego. Po
krótkiej chwili rusza do przodu z takim impetem,
że nie jestem w stanie jej utrzymać. Szczęście
jest pełne!
|
Cóż – tego dnia brań już nie było, ale jakoś specjalnie się tym nie zmartwiliśmy! Nie tylko udało się złowić kilka wyjątkowych okazów szczupaka. Dla mnie tak samo ważne jest to, że udowodniliśmy niedowiarkom, że również na woblera można takie okazy łowić z powodzeniem. Mam nadzieję, że kilku z nich następnym razem da szansę „okoniowi” i „szczupakowi” z kolekcji Salmo. Spróbujcie dużych woblerów w trollingu – Perch 14F, Pike 16F, Whitefish 18F – te modele znakomicie sprawią się na łowiskach o głębokości 5–7 m. Jeśli trzeba zejść niżej, polecam głęboko nurkujące wersje Perch 14SDR i Whitefish 18SDR. Te modele dedykowane są dla głębokości 7–10 m. Oczywiście każdy z nich i jeszcze wiele innych z niewielkimi sterami, odpowiednio dociążone (najlepiej 80 cm przed przynętą) można sprowadzić właściwie na dowolną głębokość. Pole do popisu jest tu bez wątpienia wielkie. Ja w każdym razie uważam, że swoje zrobiłem. Pokazałem, że można - teraz Wasza kolej !
Piotr Piskorski










Już następnego dnia potwierdza
się słuszność zasady Catch & Relase.
Porównując zdjęcia wspólni
znajomi odkrywają, że „moja”
ryba była złowiona dwa tygodnie
wcześniej (31.X.2009 r.) przez innego
wędkarza! Jego pomiar
wykazał długość 128 cm. Czy
ktoś się pomylił? Czy to możliwe
aby szczupak tej wielkości urósł
2 cm w ciągu 14 dni? Raczej nie
rozsądzimy tego teraz. Pytałem
o radę doświadczonych łowców
okazów. Okazuje się, że badania
wielkich szczupaków łowionych
tuż za zachodnią granicą dowiodły,
że ryby o długości ponad
130 cm to nie żadne babcie! Ich
wiek nie przekracza 8 lat. Łatwo
więc wyobrazić sobie jak szybko
muszą rosnąć w najlepszym dla
siebie okresie roku. Istnieje oczywiście
możliwość, że ktoś pomylił
się w pomiarach. Moją rybę mierzył
Radek. Nie wiem, czy Was to
przekona ale jeszcze się nie zdarzyło, żeby dodał choć 0,5 cm mojej rybie! On po prostu uznaje jedynie
zaokrąglenie do pełnego centymetra w dół, widząc na miarce 129,9 cm ogłosiłby oficjalny wynik
129 cm. Najlepszy sposób, aby sprawdzić dokładność pomiarów to złowienie tej ryby kolejny raz. Zapewniam,
że jest to możliwe. Pamiętajcie tylko aby znowu darować jej wolność!